Pytania otwarte do lekarzy racjonalistów

Polskie Towarzystwo Homeopatyczne kieruje poniższe pytania otwarte do grupy lekarzy oraz osób wspierających uczestniczących w akcji informacyjnej racjonalistów i sceptyków, której elementem była próba „przedawkowania leków homeopatycznych”. Mamy nadzieję, że pomogą one odbiorcom i zwolennikom tej akcji oraz wszystkim, którzy mają na uwadze ochronę zdrowia, wyrobić sobie samodzielny pogląd na kwestie związane ze zdrowiem, leczeniem i zdrowieniem – nie tylko w kontekście homeopatii, choć to właśnie homeopatia wydaje się tutaj istotnym punktem odniesienia.

  1. Czy akcja prowadząca do dyskredytowania homeopatii ma prowadzić do odbudowy znacznie nadwątlonego zaufania do medycyny*? Jakie są rzeczywiste przyczyny spadku zaufania do medycyny konwencjonalnej w ostatnich dziesięcioleciach?

    * W 2004 roku w swoim wykładzie inauguracyjnym, otwierającym sesję naukową największego, dorocznego posiedzenie naukowców, badaczy, lekarzy i osób  związanych z chorobami serca, przewodnicząca Amerykańskiego Stowarzyszenia American Heart Association, doktor Alice K. Jacobs, omówiła wyniki badań dotyczących dramatycznego spadku zaufania do medycyny w latach 1960-2002 (spadło ono z 73% do 29%).
    (Przypomnijmy, że w ocenie eksperta sceptyków organizujących akcję przedawkowania leków homeopatycznych, homeopatia upowszechniła się po wejściu Polski do Unii, a więc już po wspomnianym okresie i trudno zakładać, że jest odpowiedzialna za ten spadek). 

  2. Czy zalecanie przez lekarzy, zgodnie ze standardami, coraz większych ilości lekarstw chemicznych poszczególnym pacjentom, jak i w odniesieniu do całej populacji jest przejawem jej zdrowia i zdrowienia? Czy utrzymanie takiego kierunku może budzić jakiekolwiek obawy o kondycję, zdrowie, czy nawet życie całej populacji? Jakie działania zapobiegawcze podejmują w tym względzie eksperci ustalający standardy postępowania medycznego?

  3. W jaki sposób bada się długofalowy wpływ zażywanych lekarstw chemicznych na stan psychiczny i emocjonalny osób je zażywających? Czy można z całą pewnością wykluczyć, że powszechnie stosowane leki nie mają żadnego negatywnego wpływu na ten stan mimo iż znamy mechanizmy ich oddziaływania na układ nerwowy?

  4. Z czego wynikają powszechne działania niepożądane lekarstw chemicznych? Jak można to zjawisko ująć w procesie życia organizmu, na który wpływa? Czy przychodzące z czasem „przyzwyczajenie” organizmu do stosowania tych środków można porównać z adaptacją np. do stosowania trucizn w małych dawkach? Czy może mieć to długofalowy wpływ na przesunięcie wewnętrznej równowagi? Jaki? Czy w związku z tym taki organizm staje się coraz zdrowszy i lepiej samodzielnie sobie radzi w środowisku? Dlaczego panuje tendencja stosowania coraz większej liczby lekarstw i tak trudno odstawia się te już zażywane?

  5. W jaki sposób EBM mierzy wpływ zażywanych lekarstw chemicznych na (nie)dojrzałość emocjonalną? Czy w ogóle taki termin ma jakiekolwiek odniesienie do rzeczywistości? Jeśli tak to czy fakt ten jest ważny dla zdrowia? Czy związek układu odpornościowego z układem nerwowym, było nie było nośnikiem psychiki, ma w ogóle jakieś istotne znaczenie dla działań medycyny konwencjonalnej?

  6. Czy można wykluczyć, że naturalne i łagodne przechorowanie niegroźnych chorób ostrych, na które reaguje powiązany w jedną całość układ psychoneuroimmunologiczny, może pomagać nie tylko w nabywaniu sprawności odpornościowej, ale wpływać również na dojrzałość całego systemu? Czy możemy wykluczyć, że hamując procesy zapalne, blokując receptory i ogólnie wyręczając organizm w jego funkcjach wpływamy na utrwalenie niekorzystnych wzorców wewnętrznej równowagi, które organizm mógłby samodzielnie poprawić poprzez głębsze zaangażowanie się w samozdrowienie?
  7. Czy uzasadnione są obawy, że medycyna konwencjonalna opierająca się na koncepcji „zwalczania chorób” dochodzi właśnie do punktu, gdzie wydaje się przechylać szala korzyści i ulgi niesionej pacjentom na stronę działań niepożądanych, rosnącej liczby chorób przewlekłych, kosztów ekonomicznych i społecznych takiego leczenia? Czy taki kierunek leczenia jest równoznaczny z poprawą zdrowia populacji?

  8. Czy wspomniany wyżej kierunek leczenia ma jakikolwiek związek z masowo rosnącą antybiotykoopornością? Co, oprócz szczepionek, które nie są stosowane w profilaktyce wielu chorób, można zaproponować ludzkości skazanej na malejącą skuteczność antybiotyków, o czym alarmują lekarze specjaliści zajmujący się tą problematyką?

  9. Czy korzystna dla zdrowia pacjenta jest obecnie coraz powszechniejsza fragmentaryzacja medycyny konwencjonalnej na specjalności i podspecjalności? Czy uzasadnione są obawy, że coraz precyzyjniejsza analiza poszczególnych mechanizmów funkcjonowania organizmu, zlecana coraz większa liczba badań laboratoryjnych może w efekcie stwarzać problemy z całościowym objęciem stanu organizmu? Czy wykładnikiem takiego podejścia nie są coraz liczniej zalecane, w ramach polifarmacji, lekarstwa, których wzajemne oddziaływanie jest coraz trudniejsze – czy może nawet wręcz niemożliwe – do uchwycenia?

  10. Czy „człowiek jako biomaszyna”, ku której to wizji wydaje się zmierzać medycyna konwencjonalna, jest ideałem zdrowia? Czy zdrowie należy budować na protezowaniu funkcji organizmu, tak jak to ma miejsce w dotychczasowym leczeniu, czy też raczej powinno ono wynikać ze wspierania jego samodzielności? Czy taki utrwalany brak samodzielności na poziomie fizycznym może mieć jakikolwiek wpływ na rozwój i samodzielność ludzi na poziomie psychicznym, czy emocjonalnym?

  11. Czy leczenie jest tożsame ze zdrowieniem?

I na koniec wszystkim przekonanym o słuszności „jedynie słusznego” modelu biomedycznego panującego od lat w medycynie dedykujemy retoryczne pytanie – parafrazę słów piosenki Boba Dylana Blowin’ in the wind:

Jak wiele lekarstw zażyć musi człowiek,
zanim dostrzeże, że nadal jest chory?