Odpowiedzi na pytania otwarte do homeopatów

Na stronie grupy, która zorganizowała akcję „przedawkowania homeopatii” pojawiły się „pytania otwarte do homeopatów”. Chcielibyśmy wierzyć, że są to pytania zadane z chęci poznania, z myślą o rzeczowej dyskusji, dla dobra nauki i pacjentów. Dlatego też podejmiemy się odpowiedzieć na nie w miarę naszych możliwości – praktyków, a nie teoretyków homeopatii. Pozwolimy sobie jednak umieścić te odpowiedzi w szerszym kontekście, ponieważ czysto „techniczne” podejście do zagadnienia, którego obecnie nauka ani nie potrafi jeszcze wyjaśnić, ani wykluczyć nie wydaje się być najlepszym sposobem poznawania homeopatii, ani jakiejkolwiek innej dziedziny.

Jeśli chodzi o zarzuty braku badań w zakresie homeopatii, warto spojrzeć na to również systemowo. Trudności badawcze w zakresie homeopatii w porównaniu z medycyną konwencjonalną, mogą wynikać właśnie z zalet tej pierwszej. Z jednej strony mamy tu do czynienia ze zindywidualizowanym podejściem do pacjenta, z czym medycyna konwencjonalna coraz częściej również się boryka. Z drugiej wspieranie naturalnego przebiegu zdrowienia w chorobach, powoduje że organizm staje się odporniejszy i mniej podatny na stresy. Tacy pacjenci, stając się zdrowsi, nie są dobrym „materiałem badawczym”. O wiele łatwiej jest skłonić do badań ludzi przewlekłe chorych, którzy nigdy nie wyzdrowieją, niż zajmować np. dziećmi, które po naturalnym, wspartym homeopatią przechorowaniu chorób, dorastając stają się coraz zdrowsze i bardziej odporne, przez co maleje ich prawdopodobieństwo na przewlekłe zachorowanie w przyszłości. Na dodatek współczesna nauka chętnie mierzy wybrane fakty z zakresu patogenezy (powstawania patologii), ale wydaje się być zupełnie nieprzygotowana do zajmowania się salutogenezą (czynnikami wpływającymi na budowanie zdrowia) – a taki kierunek działania metody potwierdzają obserwacje lekarzy homeopatów.

Na końcu, w oddzielnej części, pozwolimy sobie zadać nasze pytania związane z problemami wynikającymi z obecnej oficjalnej wykładni medycyny konwencjonalnej. Kwestie te są, według nas istotne dla rzeczywistego zdrowia pacjentów, a prawdziwa edukacja w tym zakresie nie powinna być skoncentrowana na negowaniu homeopatii, choć to właśnie homeopatia może być tu dobrym punktem odniesienia. Liczymy na odpowiedzi z Państwa strony i prawdziwie merytoryczną dyskusję w tych kwestiach.

  1. Skoro  dawka nie ma znaczenia, bo efekt jest ten sam, w jakim celu homeopaci zalecają swoje  magiczne kuleczki co 1 godz., co 3 godz., co 6 godz., co 24 godz. itd.?

    Homeopatyczne „kuleczki” nie są magiczne – za magię często uznajemy to czego nie rozumiemy. To co dawniej wydawało się magią, często, gdy nauka osiąga odpowiedni poziom, staje się wiedzą potocznie zrozumiałą. Nadużyciem byłoby założenie, że obecna wiedza jest skończona i przyjmując tę prostą prawdę – że nauka bardzo wielu rzeczy jeszcze nie potrafi wyjaśnić  ustrzeżemy się uprzedzonego stosunku, który cechuje takie właśnie sformułowania. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że nie każde przekonanie staje się nauką. Homeopatia jednak dysponuje licznymi przesłankami i próbami wyjaśnień teoretycznych (np. patrz modele fizyczne homeopatii zebrane na stronie Europejskiego Komitetu ds. Homeopatii), które łączą się w spójny system z wieloma danymi obserwacyjnymi odnotowanymi w ciągu ponad 200 lat istnienia metody.

    Sama odpowiedź na pytanie wydaje się dość oczywista – czym innym jest dawkowanie, a czym innym powtarzanie bodźca. Jest to szczególnie wyraźne, gdy przyjmiemy model teoretyczny, w którym leki homeopatyczne są nośnikami informacji. Spróbujemy to zobrazować przez proste porównanie: gdy jedziemy długą trasą często napotykamy drogowskazy, na których jest wypisana ta sama nazwa docelowa. Można by je zgrupować w jednym miejscu (duża dawka tej samej informacji), ale przecież w praktyce są one rozłożone (powtarzane) na trasie. Dlaczego? Tak samo jest z lekiem homeopatycznym – przypominanie nie jest dodatkową dawką, tak jak rozumiemy to w ujęciu klasycznych leków chemicznych, ale kolejnym impulsem do powtórzenia ciągu reakcji. Leki homeopatyczne nie leczą organizmu, ale ich zadaniem jest bodźcowanie do samozdrowienia. W trakcie kuracji organizm uczy się reagowania na daną sytuację, ale czasami potrzeba więcej lekcji. Powód powtarzania bodźca może też wynikać, ze sposobu przyswajania informacji przez organizm, co obrazuje stara łacińska maksyma: repetitio mater studiorum est (powtarzanie jest matką nauki). Oczywiście w odróżnieniu od statycznej trasy, przemiany w organizmie są dynamiczne i wyruszając w terapię nie znamy z góry liczby drogowskazów (powtórzeń leku).

  2. Dlaczego homeopaci zalecają przyjmowanie jednorazowo 1, 2 lub jeszcze innej liczby kuleczek?

    Z naszych doświadczeń wynika, że najważniejszy jest kontakt leku z wodą w organizmie. Najłatwiej jest to osiągalne przy zetknięciu z błoną śluzową rozpuszczającej się granulki. W przebiegu historii homeopatii leki różnych  producentów były i są w różny sposób produkowane i nanoszone na granulki. Z tego mogą wynikać różne przyzwyczajenia homeopatów odnośnie do liczby zlecanych granulek (żeby mieć pewność kontaktu z błoną śluzową jamy ustnej). Generalnie jednak ten sam lekarz raczej nie zmienia swojego sposobu dawkowania w zależności od pacjenta, czy terapii i pozwólmy mu na to, nawet jeśli nie ma to do końca racjonalnego uzasadnienia z punktu widzenia samej homeopatii. Jedna dawka, dobrze przyjętego leku, wystarczy do jednorazowego zażycia – znaczenie ma jakość dobrania leku, a nie jego ilość.

  3. Czy powyższe zalecenia służą wyłącznie stworzeniu u pacjenta złudzenia, iż faktycznie poddaje się terapii?

    Pytanie wydaje się być tym z rodzaju: „Obojętnie co odpowiedzą, my i tak mamy swoje zdanie”. Spotkaliśmy liczne wypowiedzi sceptyków, którzy nigdy nie byli rzeczywiście ciekawi homeopatii, a na podstawie swojej powierzchownej wiedzy, nie dopuszczali nawet cienia możliwości, że może ona działać. Co więcej, tak formułowali swoje wypowiedzi, że nawet ostrożna ich ocena może kojarzyć się z psychomanipulacją. Ale to Państwo macie w swoim gronie eksperta z tej dziedziny i on z pewnością lepiej to oceni – polecamy wnikliwej lekturze największy zbiór przykładów takiego podejścia do homeopatii, zawarty w pracy habilitacyjnej dr Aleksandry Wejmann-Sowińskiej: Wiarygodność źródeł informacji w odniesieniu do homeopatii. Analiza krytyczna. Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2008.

    Wszyscy jesteśmy ludźmi, którzy popełniają błędy, ale czy nie pora by zakopać ten „200 letni topór wojenny” i podjąć wysiłki by osiągnąć porozumienie z pożytkiem dla zdrowia naszych pacjentów?

  4. Czemu na niektórych opakowaniach preparatów homeopatycznych znajduje się informacja zalecająca kontakt z lekarzem w przypadku przyjęcia większej niż zalecana dawka leku?

    Również Państwo zawarli na swojej witrynie ostrzeżenie, że niektóre leki homeopatyczne mogą zawierać śladowe ilości substancji czynnych. Może to dotyczyć takich właśnie leków, o niskiej potencji, w których mogły zostać śladowe ilości substancji pierwotnej. Ostrzeżenie to nie występuje na znanych nam lekach pojedynczych o wysokich potencjach. Poza tym, czy macie Państwo coś przeciwko kontaktowi z lekarzem, jeśli pacjent ma jakiekolwiek wątpliwości?

  5. Dlaczego homeopaci nakazują chronić kuleczki cukru przed dziećmi, skoro leków tych nie można przedawkować? Czy forma leku (kulka) stwarza inne zagrożenia dla dziecka (np. ryzyko zachłyśnięcia się)?

    Dzieci są bardziej wrażliwe na leki homeopatyczne i nie ma powodu, żeby zdawać się na ich nieograniczoną pomysłowość względem zażywania leków, czy traktowania opakowań. Nie chodzi tu o przedawkowanie, ale działanie leków homeopatycznych, które jest potwierdzane w regularnych próbach lekowych.

    Próby, tak jak i leczenie homeopatyczne, powinny być prowadzone pod nadzorem lekarza. Organizm wprawdzie uruchamia tylko swoje procesy i z tego powodu leki homeopatyczne są bezpieczne, jednak osoba nieprzygotowana może różnie zareagować na powroty dawnych dolegliwości – np. dziecko może przejawiać niepokój, a pojawiający się dawny stan może wymagać np. wsparcia innym lekiem homeopatycznym. Warto przy tym rozróżnić kierunek leczenia od kierunku zdrowienia.

    Dzieci mogą potraktować leki homeopatyczne jak cukierki i np. ukrywszy butelkę podjadać z niej „słodkie granulki”, co może prowadzić do wytworzenia próby lekowej. Same próby lekowe nie są groźne, ale ciągłe, powtarzanie jakiegoś leku homeopatycznego w wysokiej potencji może wywołać stan, który narazi małego pacjenta np. na zbędną diagnostykę. Wystarczy odstawić taki lek i ewentualnie podać inny, ale do tego konieczne jest doświadczenie ze stosowaniem homeopatii.

  6. Jeżeli – jak twierdzi prezes PTH – „(…) chodzi o bodziec informacyjny dla organizmu, a nie działanie materialnej substancji chemicznej (….)” czym jest owy bodziec?

    Leki homeopatyczne są badane w trakcie prób lekowych. W próbach tych osoby zdrowe (bez oznak choroby) przyjmują pojedyncze (sic!) leki homeopatyczne, które mogą być powtarzane. W trakcie takiej próby osoby te prowadzą własną obserwację i zapisują wszystkie objawy i odczucia jakich doznają. Wyniki są następnie analizowane wspólnie z osobami nadzorującymi próbę i spisywane w protokołach prób lekowych. Wytyczne do takiej próby można pobrać ze strony Europejskiego Komitetu ds. Homeopatii.
    http://www.homeopathyeurope.org/publications/guidelines/homeopathic-provings/homeopathic-provings-guidelines

    Ponieważ leki homeopatyczne w powtarzalny, w pewnych granicach, sposób inicjują w organizmie opisane powyżej reakcje, przyjmujemy, że stanowią dla niego inicjujący bodziec informacyjny. Jeżeli dysponujecie Państwo dobrą, naukową definicją jakościową pojęcia informacja w oderwaniu od nośnika, to możemy spróbować się do tego bardziej szczegółowo odnieść.

    Praktycznie każda z osób zajmujących się homeopatią przekonała się o działaniu homeopatii na sobie i dziwi nas, że sceptycy nie mogą nawet dopuścić takiej myśli, że ktoś może odczuwać po zażyciu granulki czy kropli leku homeopatycznego, charakterystyczne objawy, które powtarzają się wraz z powtórzeniem dawki.

    Gdybyście skonsultowali Państwo swoją akcję ze środowiskiem homeopatycznym, z pewnością byście się dowiedzieli, że zażywanie różnych leków w krótkim czasie może neutralizować występujące po nich efekty i wprowadza swego rodzaju zamęt informacyjny (można to zilustrować przykładem: to tak jakbyśmy włączyli kanał z pięcioma językami na raz – nie wychwycimy wtedy nawet rodzimego).

    Równocześnie nie można zagwarantować wszystkim, a szczególnie osobom dorosłym, odczuwania nawrotów po lekach pojedynczych, ponieważ tak samo jak niektórzy ludzie mają zaburzenia czucia, nie odczuwają emocji, albo nie przejawiają np. fizjologicznych reakcji kojarzonych na ogół z doznawaniem strachu, tak samo mogą nie odczuwać (nie znaczy, że nie reagować) działania leków homeopatycznych. Zobrazuje to przykład: można na kimś siłowo wymusić dane zachowanie – wykonać je za niego (leki chemiczne) – ale można też pokazać mu wzorzec i przećwiczyć z nim to w praktyce (leki homeopatyczne). Co będzie skuteczniejsze krótko-, a co długofalowo? Czy forma nauki danego zachowania będzie miała tu znaczenie?

    Charakterystyczny jest fakt, że lekarze patronujący akcji w swoich wypowiedziach, na swoich stronach i w swoich tekstach zdecydowanie marginalizują rolę i możliwość długofalowego wpływu emocji i stanu psychiki na organizm. Nie podejmują też tego zagadnienia w swoich pracach naukowych. Tak jakby nie mogło być przełożenia np. szybkiego bicia serca po zdenerwowaniu, na liczne, przewlekłe choroby serca w populacji, która jest pod wpływem chronicznego stresu. Skąd takie domniemanie? Takie podejście może zdecydowanie utrudnić obserwację tak subtelnych zjawisk.

    Czy nie jest znamienne, że symbolem akcji jest liczba Avogadro (1023), która uosabia wręcz materialistyczne widzenie świata? Jak jednak w atomach oddać takie pojęcia jak np. piękno, dobro, świadomość? Czy one nie wychodzą jakościowo poza przekaz materii? Czy nie mają żadnego znaczenia dla ludzkiego życia i zdrowia? Czy idei tych nie odczuwamy właśnie w efekcie przekazu informacji? Czy człowiek rzeczywiście jawi się tylko jako biomaszyna bez rzeczywistej samoświadomości, czy też można odnaleźć w nim coś specyficznie ludzkiego, inną, ludzką jakość związaną właśnie z przekazem informacji? Dlaczego mamy zakładać, że informacja może się dostać do organizmu tylko przez zmysły, skoro wiemy że organizm potrafi reagować na to czego nie czuje, ani nie widzi (np. zanim odkryto promienie rtg, nie zdawano sobie sprawy z możliwości ich działania). Czy można sobie wyobrazić informację wyczuwalną tylko przez organizmy żywe?

  7. W jaki sposób powstaje „bodziec informacyjny dla organizmu” (zwany dalej w skrócie – BIDO)?

    Leki homeopatyczne są przygotowywane w procesie rozcieńczania i wstrząsania z pierwotnej substancji (najczęściej pranalewki lub rozcierki), określanym jako potencjonowanie. Nauka nie jest w stanie jednoznacznie wyjaśnić sposobu zapisu informacji w trakcie takiego procesu, ale jednocześnie swoimi metodami badawczymi nie sięga wiele dalej niż do cząsteczek subatomowych i nie w pełni rozumie wiele zjawisk zachodzących z ich udziałem. Wystarczy wspomnieć, że do dziś nie jest znany mechanizm odpowiedzialny za istnienie masy – tej samej, która służy do dawkowania klasycznych lekarstw chemicznych.

  8. Jaki jest charakter tego bodźca? Fizyczny, psychiczny, kwantowy, magiczny, strukturalny, cyfrowy, inny?

    Nie jesteśmy w stanie określić fizycznej czy geometrycznej natury bodźca, tak samo jak Państwo nie potraficie opisać w sposób spójny i z wysoką wiarygodnością zjawisk zachodzących na przykład w jądrze atomowym. Nauka, tak jak to Państwo usiłujecie przedstawić, nie kończy się na poziomie atomu i sugerowanie, że nauka wszystko już wykazała w sferze subkwantowej, a dalej „jest już tylko ściana”, może co najwyżej podważać wiarygodność tak twierdzącego.

  9. W jaki sposób BIDO zostaje zapisany lub utrwalony w wodzie/cukrze/powietrzu?

    Jest kilka koncepcji opisujących możliwy sposób zapisu – można o nich poczytać na stronie Europejskiego komitetu ds. Homeopatii
    Tam też znajdują się odnośniki do badań.

    Zapis taki prawdopodobnie może mieć miejsce z wykorzystaniem zjawisk subkwantowych. Jeśli znana obecnie struktura rzeczywistości jest dla Państwa tak jednoznaczna, może wyjaśnicie fizykom, dlaczego tak elementarne cząstki kwantowe jak elektron, mion czy taon tworzą rodziny (generacje), co – jak wskazuje dotychczasowa historia rozwoju nauki – zawsze sugeruje istnienie prostszej struktury wewnętrznej?

    Doświadczalnym potwierdzeniem zapisu informacji w roztworze jest eksperyment przeprowadzony przez Louisa Reya i opublikowany w piśmie Physica A: Statistical Mechanics and its Applications: Termoluminescencja ultra-wysokich rozcieńczeń chlorku litu i chlorku sodu. (Thermoluminescence of ultra-high dilutions of lithium chloride and sodium chloride)

  10. Guru homeopatów – Jacques Benveniste – podobno przesyła ten bodziec elektronicznie. W jaki sposób jest zapisany BIDO w formie cyfrowej? Czy transmisja bodźca poprzez łącza cyfrowe nie prowadzi do jego zniekształcenia? Jeśli nie – to czy są badania które to stwierdzają (zmiana nawet bitu informacji mogła by zmieniać działanie substancji)?

    Chcielibyśmy w tym miejscu wyjaśnić związane z Jacquesem Benveniste’em i z jego badaniami niedopowiedzenia i przeinaczenia. Nie jest to guru homeopatów, ani nawet nigdy nie był homeopatą. Był po prostu otwartym badaczem, który zauważył odbiegające od normy wyniki, gdy w jednym z doświadczeń przypadkowo zastosowano zbyt duże, z punktu widzenia materialistycznej chemii i biologii, rozcieńczenie badanego alergenu (Benveniste nie miał wtedy nawet pojęcia o istnieniu homeopatii). Postanowił jednak sprawdzić to eksperymentalnie w kontrolowany sposób. Wraz z 13 innymi badaczami przeprowadził badania i postanowił ich wyniki opublikować w liczącym się czasopiśmie – padło na Nature. Z miejsca zarzucono mu oszustwo. W celu jego wykrycia postawiono warunek, że powtórzy swój eksperyment w obecności trzech dodatkowych „badaczy” – sceptycznie nastawionego redaktora naczelnego Nature, Johna Maddoxa, chemika zajmującego się wykrywaniem oszustw paranauki Waltera Stewarta i magika Jamesa Randiego. O dziwo, uznano chyba, że żaden „normalny” badacz nauki nie pozna się na działaniach Benveniste i redakcja nikogo takiego do współpracy nie poprosiła. Doświadczenie przeprowadzono 4 razy – przez pierwsze 3 dni mimo tak ścisłego nadzoru wyniki były pozytywne. Dopiero 4 dnia, po wprowadzeniu atmosfery podejrzliwości, podczepieniu koperty z wynikami pod sufitem – doświadczenie dało wyniki negatywne. Benveniste jednak nigdy nie ukrywał, że zdarzają się wręcz całe tygodnie, że doświadczenie nie wychodziło – być może wypadło w takim właśnie dniu. Zresztą trudno oczekiwać od układów biologicznych (jedynych znanych „czytników” leków homeopatycznych) mechanicznej powtarzalności, skoro wieloletnie doświadczenia zainicjowane przez Giorgio Piccardi’ego, a później prowadzone pod patronatem CIREFA (Commite International de Recherches et d'Etudes sur les Facteurs d'Ambiance - Międzynarodowy Komitet Studiów i Badań Czynników Otoczenia), wykazały, że w najczęściej zachodzących w systemach biologicznych reakcjach trudno jest znaleźć przyczyny, dla których w miarę proste i powtarzalne reakcje nie przebiegają w ten sam sposób.

    Odnośnie do doświadczenia Benveniste, nigdy nie zaproponowano żadnych wyjaśnień alternatywnych, nigdy w rzeczy samej nie odkryto, na czym polegał ów błąd czy rzekome oszustwo, tak jak to miało miejsce w innych rzekomo podobnych do tego przypadkach (np. promieni N czy spolimeryzowanej wody). Kolejnego dnia wykonano jeszcze 3 dodatkowe testy i zadowoleni „badacze” wrócili do domu, po czym ukazał się artykuł w Nature oznajmiający, że Benveniste niczego nie wykrył. Testy Benveniste postanowiła powtórzyć sceptycznie nastawiona prof. Madelaine Ennis w kilku ośrodkach. Nawet pomimo zastosowania najsurowszych rygorów, a później maszynowego liczenia komórek, okazało się, że… wyników Benveniste'a nie można wykluczyć. W rosnącej fali nagonki na badaczy próbowano jeszcze kilka razy powtarzać ten eksperyment, nawet w programie telewizyjnym i te wyniki rzeczywiście okazały się negatywne. Zgodnie z tym co od początku donosił Benveniste, nie musi to jakoś szczególnie dziwić. Od tego jednak czasu uznaje się, że pamięć wody istnieć nie może, mimo iż nauka wcale jej definitywnie nie wykluczyła. A IgNobla wręcza się nie za to, że czyjeś badania były złe, tylko za to, że wykraczają poza przyjęte normy, czy ich temat był dziwny z punktu widzenia nauki. Wielu naukowców chciałoby obecnie dostać taką nagrodę.

    Przechodząc do pytania - Benveniste rzeczywiście próbował przesyłać przekodowaną informację przez internet, ale ani nie jest to praktyka stosowana, ani potwierdzona przez homeopatów. Trudno nam się do tego w jakikolwiek sposób odnosić. Warto jednak zauważyć, że każdy z wielkich badaczy może mieć również koncepcje błędne i niesprawdzone. Wiele z nich zostało opisanych w książce Jean Pierre Lentina: Myślę więc się mylę, którą gorąco polecamy ekipie racjonalnych sceptyków.

  11. Dlaczego BIDO traci swoje własności po upływie 5 lat (termin ważności „leku”)? Czy zanik tych własności jest całkowity i nagły? Czy może ulega stopniowej degradacji? Jakie są potencjalne skutki zażycia przeterminowanego środka? Jeśli zanik nie jest nagły i całkowity, a stopniowy, czy do utrzymania rzekomego działania preparatu nie wystarczy zwiększenie dawki?

    Termin 5 lat został arbitralnie wyznaczany przez urząd dopuszczający leki do obrotu.

    Wstępne doświadczenia wykonane przez P.C. Endlera
    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18194759
    pokazują, że różne czynniki mogą dezaktywować leki w postaci wodnej. Środki takie po prostu tracą swoje właściwości (może to przypominać wyblaknięcie tekstu zapisanego na kartce – dodanie wyblakłych kartek nie zwiększy jakości zapisu informacji).

    Możemy przypuszczać, że wpływ na to mogą mieć procesy termodynamiczne prowadzące do wzrostu entropii i zniszczenia pewnego porządku wprowadzonego do układu w procesie produkcji leku homeopatycznego, a funkcjonującego jako narzędzie stymulujące dla organizmu.

    Z doświadczeń homeopatów wynika, że prawidłowo przechowywane leki homeopatyczne w postaci granulek zachowują swoje właściwości przez bardzo wiele lat, na pewno dłużej niż okres zapisany na opakowaniu. Żaden z takich leków nie jest niebezpieczny, a jego działanie powinno być po prostu każdorazowo oceniana przez leczącego lekarza.

  12. Czy „informacja lecznicza” zawarta w „leku” oznaczonym symbolem 200K jest mocniejsza od informacji zawartej w leku oznaczonym symbolem D6. Inaczej – czy liczba rozcieńczeń i wstrząśnięć roztworu ma znaczenie dla „mocy” „leku”?

    Nie wiemy co Państwo rozumiecie przez termin „moc” informacji.

    Jeżeli założymy, że jakość wewnętrznego uporządkowania w leku jest zależna od potencji (liczby wstrząśnień i rozcieńczeń), to możemy przypuszczać, że większe uporządkowanie powoduje łatwiejszą interakcję leku z organizmem. Głębsze działanie wyższych potencji potwierdzają doświadczenia homeopatów i w tym względzie obserwacje praktyczne są zgodne z zaproponowaną koncepcją. Lek w wyższej potencji (bardziej rozcieńczony) wywołuje dłuższą i stabilniejszą zmianę w organizmie niż lek o niższej potencji.

  13. Czy „mocniejsza informacja” to bodziec homogeniczny? (inaczej – czy jedna „mocna informacja” składa się z wielu „słabszych informacji”?)

    Z procedury wytwarzania leków homeopatycznych możemy wnioskować, że proces wstrząsania wprowadza pewne uporządkowanie do układu tak jak to przedstawiliśmy wyżej. Możemy przypuszczać, że uporządkowanie to pozwala raczej łatwiej wnikać lekowi niż bezpośrednio nasila jego działanie.

    Uprzedzając pytanie o naturalne zanieczyszczenia zawarte w wodzie, w której dokonuje się potencjonowanie, można przypuszczać, że charakterystyczna informacja zawarta w substancji pierwotnej jest odmienna od informacji pochodzącej z tych zanieczyszczeń. Takie minimalne zanieczyszczenia stale występując we wstrząsanym roztworze znoszą swoje uporządkowanie, ale nie zaburzają uporządkowania wynikającego z pierwotnej substancji – ona  wydaje się być wtedy jedynym odmiennym wzorcem, według którego porządkowana jest informacja zawarta w leku. Nie wiemy jak ulega ona samowzmocnieniu w trakcie wstrząsania, ale nie można takiego zjawiska wykluczyć.

  14. W jaki sposób „informacja lecznicza” informuje organizm ludzki, że powinien już zacząć autoterapię?

    Z doświadczeń homeopatów wynika, że leki homeopatyczne działają po kontakcie z wodą w organizmie, a często pierwszą reakcją na nie jest nasilenie objawów. W każdej komórce organizmu zachodzi bardzo wiele reakcji chemicznych; szacuje się, że np. w komórce wątroby przebiega ich tyle, ile we wszystkich laboratoriach świata. Żeby możliwe było utrzymanie stałej w pewnym zakresie równowagi homeostatycznej, wszystkie te procesy muszą być i są w pewnych granicach kontrolowane. Jednocześnie wystarczy pojedyncza, niematerialna myśl, by wprowadzić organizm w zupełnie odmienny stan równowagi. Czy jest to tylko wyładowanie elektryczne sieci synaps, czy też jakościowo coś więcej? Znowu dochodzimy do nierozstrzygniętej przez naukę kwestii – czy człowiek jest tylko biomaszyną, czy też ma np. rzeczywiście wolną wolę. Jeżeli przyjmiemy, że lek homeopatyczny wnosi do układu inne uporządkowanie, to być może podobnie jak myśl, w efekcie zmienia jego całościową charakterystykę.

    Gdy wywoła to wspomniane nasilenie objawów, to może to być czynnik mobilizujący organizm do działania, czyli właśnie do autoterapii.

  15. W jaki sposób „informacja lecznicza” informuje organizm zwierzęcy, że powinien już zacząć autoterapię?

    Reakcje podobne do tych u człowieka obserwuje się u wszystkich organizmów żywych. Różnią się one od rzeczy martwych tym, że posiadają możliwość samoregulacji, dzięki której utrzymują homeostazę. Brak homeostazy to śmierć. Do chwili obecnej nauka nie potrafi ani życia wyjaśnić, ani skopiować (ostatnie doniesienia o „stworzeniu” żywych komórek są raczej wyrazem dobrego PR niż opisem rzeczywistego stworzenia życia de novo. To akurat nikomu się nie udało). Czy to nie oznacza, że życie jednak różni się od mechanicznego układu sprzężeń zwrotnych?

    Być może dlatego właśnie, że odmienny jakościowo proces życia, chcemy wtłoczyć w ramy znanej nam mechaniczności, mamy problem w badaniu działania leków homeopatycznych, które wpływają jedynie na organizmy żywe.

  16. Czy „informacja lecznicza” jest swoista, czy nieswoista? Czy obserwuje się jakiekolwiek zmiany w funkcji układu immunologicznego pod wpływem „informacji leczniczej”?

    Z obserwacji wnioskujemy, że informacja lecznicza wydaje się być zawsze swoista i aktywuje dany stan w całym organizmie, a więc pośrednio również powiązany w jedno system psychoneuroendokrynnoimmunologiczny. Zgodnie z opisami prób lekowych i obserwacji klinicznych odzwierciedla ona stan organizmu – na tym w praktyce opiera się stosowana w homeopatii zasada podobieństwa i według niej dobierane są leki homeopatyczne. Wbrew przekonaniom sceptyków, z obserwacji homeopatów wynika, że każdy z leków homeopatycznych niesie inną informację i w inny sposób jest odbierany przez organizm. Wprawdzie ten sam lek u jednej osoby może wywołać określone dolegliwości, a u drugiej inne, jednak „obrazy leków” mają szerszy zakres obejmujący te stany, a konkretna reakcja zależy od pacjenta i jego aktualnego stanu. Określane jest to jako indywidualizacja i stwarza duży problem dla badań zgodnych z unifikacją wg. EBM. Jednocześnie cała medycyna coraz bardziej zmierza w takim kierunku.

  17. Czy owa „informacja” stymuluje wytwarzanie przeciwciał? Których? Czy wpływa na zachowanie innych komórek układu odpornościowego (limfocytów, leukocytów, makrofagów, cytokin)? W jaki sposób?

    Informacja przekazana w leku do organizmu, z obserwacji homeopatów, odzwierciedla i nasila jedynie stan pacjenta. Pobudzenie układu odpornościowego, hormonalnego czy nerwowego jest reakcją wtórną ze strony organizmu. Zostało to dość dokładnie opisane przez Hahnemanna. (Zwróćmy uwagę, że nie mógł on znać w swoich czasach współczesnej nam terminologii i przez to jego język wydaje się archaiczny. Czy inny będzie odbiór jego słów, gdy dopuścimy np. zamienienie pojęcia „siła życiowa” na „samoregulacja” albo „homeostaza”?)

    Czy w żywym układzie dynamicznym, jakim jest organizm, będącym w stanie nierównowagi (choroby) możemy wykluczyć, że niewielka, ale charakterystyczna zmiana np. wprowadzonego do niego uporządkowania, nie może nasilić parametrów jego stanu? Lek homeopatyczny zgodnie z obserwacjami homeopatów, w praktyce daje takie same objawy jak stan, na który jest ordynowany. Zatem podany do organizmu z założenia ma nasilać ten stan chorobowy. Zgodnie z zasadą Le Chatelier-Brauna powinno to prowadzić do kontrreakcji ze strony organizmu. To organizm wie jak się leczyć, lek zaś w założeniu może być informacją, która na nieznanym nam poziomie, odzwierciedla stan organizmu.

W związku z przedstawionymi koncepcjami, w ramach pogłębiania edukacji zdrowotnej i zachęty do dyskusji postanowiliśmy sformułować pytania dotyczące bardziej ogólnych, niż techniczne kwestii związanych ze zdrowiem. Poprzez organizatorów akcji, środowiska sceptyków, racjonalistów i związanych z nimi lekarzy kierujemy je do wszystkich zainteresowanych, którym leżą na sercu kwestie zdrowia.
Zamieszczamy je w osobnym miejscu.

Zaś wszystkim, którzy twierdzą, że nauka wszystko już udowodniła i stwierdziła, a najlepszym dowodem na to jest liczba Avogadro, „potwierdzająca” istnienie materii, dedykujemy to proste, znane nauce pytanie:

Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?

 

Na stronie z pytaniami sceptyków zamieściliśmy w komentarzach poniższe zaproszenie do czytania odpowiedzi. Czy naprawdę w tamtej kampanii chodziło o rzetelne informowanie?

Polskie Towarzystwo Homeopatyczne pisze:

Twój komentarz oczekuje na moderację.

Zapraszamy na stronę Polskiego Towarzystwa Homeopatycznego:
http://www.homeopatia-pth.pl
do lektury naszych odpowiedzi.
Jednocześnie zachęcamy do podania odpowiedzi na nasze pytania skierowane do lekarzy racjonalistów – zamieszczone również na stronie PTH.